Zwalić by można się z nóg

Co rusz,
Co krok.

Co noc,
To szloch
I rozpacz.

Ale czy warto?
Może nie warto?
Chyba nie warto...
Raczej nie warto.
Nie, nie - nie, nie warto.
Nie, nie - nie, nie warto.

Zginąć by można jak nic:
Do żył
Jest nóż.

Lub w dół
Na bruk
Z wysoka.

Ale czy warto?...

Jechać by można do miast
Lub w las,
Na błoń.

Na koń
I goń
Nieboskłon.

A!e czy warto?...










Przyjeżdżasz jeszcze czasem

- bilet masz zniżkowy -
i siadasz w końcu stołu
do naszej zwykłej rozmowy

herbatę - jak dawniej - słodzisz
i pijesz raczej słabszą
próbujesz coś powiedzieć
lecz nie wiesz jak zacząć

papierosa znowu zapalam
ty gasisz go smutnym wzrokiem
dla ciebie zawsze będę
małym niemądrym chłopcem

a tu już wnuki - moje dzieci
proszą by opowiadać o tobie
niebo z tobą ściągam im na ziemię
lecz i tak nie wszystko opowiem

przyjeżdżaj więc jeszcze czasem
niech będzie Bóg wyrozumiały
przecież nie możesz tak na zawsze
samych nas tutaj zostawić

a pod wieczór niech białe gołębie
przyfruną z drabiną strażacką
i niech prowadzą cię za ręce
nad Kraków i wieżę Mariacką